Miesięczne archiwum: Wrzesień 2019

Siostry w Hipokratesie – rozdział 1: Wyjazd do Brukseli

Motto:

Dziś oczy i myśl wszystkich pociąga do siebie

Nowy gość dostrzeżony niedawno na niebie:

Był to kometa pierwszej wielkości i mocy,

Zjawił się na zachodzie, leciał ku północy

(Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, księga VIII)

Rozdział 1 : Wyjazd do Brukseli

Fot. Komet vel Kometa Młodości

Młodość przemknęła z szybkością komety śmigającej po wieczornym niebie i wszystkie tryby powoli przestawały się na żmudne mielenie codzienności wieku więcej niż dojrzałego. Pobudki, poranki w Biedronce, stukanie w klawiaturę komputera, obiady i wieczorne spojrzenia na ekran telewizora wyznaczały rytm codziennych aktywności doktor Matyldy Przekory, specjalistki chorób wszelakich, znanej też pod innymi aliasami oraz zawodami. Czas płynął i naturalną koleją rzeczy Matylda Przekora wkroczyła w wiek bardziej niż dojrzały. Tymczasem otaczający ją świat mimo wspomnianego upływu czasu zdecydowanie zdziecinniał. Co było przyczyną tego stanu rzeczy? Mutacja genetyczna, nieplanowany wybryk natury albo jeszcze inna zagadka przyrodnicza, jedna z wielu do rozwiązania. Pokolenie trzydzieści plus całymi dniami, a także nocami klikało na swoich wypasionych smartfonach i oczywistym było, że nie mogą mieć czasu na takie nudne, tradycyjne zajęcia jak zakładanie rodziny, opieka nad dziećmi, że u starszym pokoleniu nie wspomnimy.

Choć przyrost naturalny nie przedstawiał się imponująco, to globalnie liczba mieszkańców ciągle wzrastała głównie za sprawą niespotykanie żywotnego starszego pokolenia, w którym aż roiło się od przedstawicieli grupy 90 plus. Wprawdzie mieli co najmniej połowę swoich narządów wymienionych przez pracowitą inżynierię medyczną, ale stymulatory wysyłały impulsy do mięśnia sercowego, sztuczne stawy biodrowe niosły do przodu, a implantowane soczewki poprawiały widzenie i dało się żyć.

Rządy, korporacje, organizatorzy życia publicznego zastanawiały się na tym jak zarządzać tym społeczeństwem składającym się nie tylko z żywych komórek, ale także układów scalonych i rozruszników. Produkcje wymiennych baterii szły pełna parą.

Matylda po raz kolejny wybrała się na obrady do Aten, gdzie Unia Stanów Autonomicznych (USA) zwołała konferencję na temat nowych dylematów w zarządzaniu globalnym.

Problem był naprawdę sporych rozmiarów – ilu osobom można docelowo wymienić stawy biodrowe, soczewki, węzły zatokowe, tchawice i Bóg jeden tylko wie co jeszcze!

Zastanawiano się czy kolekcję tych urządzeń mechanicznych, elektrycznych i optycznych będzie nadal można nazywać człowiek czy raczej będzie to jedynie zbiór części połączony współpracującymi ze sobą obwodami .

Problemem który niespodziewanie zaskoczył organizatorów Unii Stanów Autonomicznych (USA) był fakt, że nie dało się człowiekowi wymienić mózgu. Nowy wspaniały człowiek miał technicznie sprawne stawy, precyzyjnie skupiające światło soczewki, rytmicznie pobudzajże serca stymulatory, ale myślał niezgodnie z oczekiwaniami organizatorów życia społecznego, jeśli już oddawał się tej wyczerpującej czynności jakim było myslenie. Młode roczniki unikały myślenia jak ognia, w końcu przesuwanie palca po smartfonach nie było czynnością wymagającą angażowania zbyt wielu zwojów mózgowych! Starsi myśleli ale nie przekładało się ich myślenia na konkretne działania.

Sytuacja wymagała ponownego przejrzenia planów strategicznych i globalnego rozwoju Unii Stanów Autonomicznych. Departament Zarządzania Kryzysami Nadzwyczajnymi ( Extraordinary Crisis Management Department =ECMD ) postanowił wołać naradę w Atenach. Wszystkie narady w Brukseli kończyły się tymi samymi politycznie poprawnymi komunikatami, z których nie wynikało zbyt wiele praktycznych wniosków.

Pewne nadzieje budziły prace sekcji X95, która pracowała nad scenariuszem wielosektorowego kryzysu kontrolowanego.

Świat wirtualny stawał się coraz większą częścią świata realnego – dobry kryzys kontrolowany powinien więc składać się z elementów realu i wirtualu.

Dotychczasowe modele kryzysów z wykorzystaniem wojska, zbrojeń, czołgów, samolotów bojowych, rakiet i innych zabawek prawdziwych mężczyzn nie dawały dreszczyku emocji. Wszystko już było znane – wjadą czołgi do jakiegoś pechowego kraju wysłane w obronie demokracji, równości i innych dziwności przez Bardzo Dobrego Wuja, stacje telewizyjne pokażą tę dobroczynną akcję i na tym się skończy. To nie było nic nowego, podniecającego ani biznesowo ciekawego. Co więcej było monotonne i przewidywalne

Powstała koncepcja oznaczona kryptonimem # 3xC czyli

The Controlled Chimeric Crisis. Strukturę chimeryczną miała zapewnić mieszanka działań hakerów na wybrane sektory gospodarki i handlu oraz odpowiedni patogen uwolniony do przestrzeni publicznej. Sporządzono krótką listę najbardziej niebezpiecznych wirusów i bakterii. O palmę pierwszeństwa walczyły między sobą wirusy gorączki krwotocznej w paru jej odmianach z wirusami Ebola i Zika. Nie traciły nadziei na wygraną bakterie tularemii, brucelozy i cholery, ale w ostatecznym rozrachunku palmę pierwszeństwa i największego niebezpieczeństwa zdobyły laseczki wąglika.

Śmiała transformacja z ubezpieczalnianej niewolnicy Isaury w kobietę wyzwoloną i żurnalistkę medyczną przebiegła pomyślnie. Wszystko wskazywało na to, że starość jest świetnym okresem życia. Komunikacja w Wielkim Mieście dla osób 70 plus była za free, ekologiczne tramwaje jeździły szybciej  niż samochody nabyte w leasingu, które stały w korkach zmuszając ich właścicieli do rozmyślań ile to jeszcze pieniędzy trzeba wyrzucić w błoto aby jeszcze dłużej postać na ulicy. Składek na ubezpieczalnię  nie trzeba było płacić, ba! ubezpieczalnia płaciła emeryturę. Na dziecko nie trzeba było wydawać pieniędzy bo było już dorosłe i samo zarabiało, praca w jako dziennikarz na umowy o dzieło miała 50% kosztów uzyskania przychodu, no ale były wnuki i wydawanie pieniędzy na wnuki było najsłodszą inwestycją jaką Matylda i Francis znali.

Znaczącym przerywnikiem powakacyjnej codzienności był zbliżający się wyjazd do Rekseli na konferencję poświęconą nowym programom zdrowotnym. Niewinnie wplecione w tytuł słowa, że będzie to konferencja na wysokim szczeblu skłaniały Matyldę do starannych szeroko zakrojonych przygotowań. Ubiory na czas podróży, gala dinner oraz obrady zostały starannie skompletowane. Nie obyło się oczywiście bez zakupu nowego plecaka, a nawet walizki. Przeważał kolor granatowy. Pewnym odstępstwem był kapelusz w kolorze zielonym. Po długich poszukiwaniach odpowiednio dużego rozmiaru znalazła go w końcu w   butiku Elegantka prowadzonym przez panią Eugenię.

– A może byłą dostawa towaru i mają coś w granatowym kolorze? – pomyślała Matylda i w ramach zobowiązań spacerowych do odbycia 6000 kroków codziennie wstąpiła do butiku.

W niewielkim pomieszczeniu przestrzeń wypełniały nie kapelusze jak to zwykle miało miejsca lecz malownicza starsza pani prowadząca ożywiony dyskurs z Eugenią. Matylda przystanęła czekając na możliwość zadania pytania sprzedawczyni.

-Kochanieńka ależ ty masz dobrej jakości kurtkę – niespodziewanie oznajmiła tajemnicza nieznajoma i pogłaskała szwedzki wyrób nie-do-zdarcia w który była ubrana Matylda.

– Dobrze pani ocenia, że nie do zdarcia, bo kupiłam ją przed laty w Sztokholmie i nic się od tej pory nie zmieniła. A skąd ten piękny akcent? – zapytała Matylda, lubiąca śpiewne, kresowe zaciąganie w mowie, które przypominało jej czasy dzieciństwa spędzonego na Podlasiu. .

-Kochanieńka, akcent jest z Moskwy, ale ja już od wielu lat w Polsce mieszkam, Anastazja Pietrowna  jestem. Syn tu pracuje, bo wiesz kochanieńka jak zaczęła się ta pierestrojka to nie każdemu ona przypadła do gustu.

-Taak, a dlaczego nie każdemu przypadła do gustu?  zapytała zaciekawiona tą informacją Matylda.

-No kochanieńka, każdy musiał wtedy się opowiedzieć, że jest Rosjaninem – odpowiedziała Anastazja Pietrowana. 

– I co pani zrobiła?- zapytała Matylda.

– Postanowiłam zostać Żydówką – wyznała szczerze Anastazja Pietrowna. Może i mieli takie korzenie moi przodkowie, tego nie wiem dokładnie. Oni byli, jak to mówiono, obszarnikami na Białorusi i za Stalina wywieźli ich na Syberię, do Kazachstanu, a ja się tam urodziłam. 

-Jest pani drugą osobą urodzoną podczas zsyłki na Syberię o pogodnym usposobieniu. Wszyscy dorośli, którzy doświadczyli tego okrutnego losu mieli na stałe wdrukowany lęk przed innymi ludźmi, depresję.

-A w jaki sposób została pani Żydówką? – zaciekawiła się Matylda.

– Normalnie, za tysiąc dolarów papiery kupiłam. Ale to nie wystarczało na dłuższą metę. Zaczęłam też częściej przyjeżdżać do was, aż w końcu przenieśliśmy się całą rodziną czyli z synem i synową. Syn skończył studia biznesowe, a synowa jest lekarką.

– Znaczy synowa moja koleżanka po fachu – stwierdziła Matylda. Proszę pozdrowić synową od starszej koleżanki, przy czym ja już nie piszę teraz recept, tylko książki i artykuły.

– Oooo, a to dlaczego nie pisze pani recept? – zdziwiła się Anastazja Pietrowna.

– Bo chyba już wszystkie moje recepty dla pacjentów napisałam, teraz wolę pisać książki. Pani ma taki barwny życiorys, że powinna poszukać kogoś komu ten życiorys opowie i powstanie z tego książka.

– Ja nie muszę nikogo szukać – odpowiedziała Anastazja.

– A dlaczego?- zapytała Matylda,

-Bo już panią znalazłam – oznajmiła nieoczekiwanie Anastazja Pietrowna.

-Trudna sprawa, bo wyjeżdżam teraz do Brukseli.

-Nie szkodzi, ja poczekam, cierpliwa jestem. Do Brukseli jeżdżą teraz  sami ważni ludzie. Lepiej jak książkę napisze ważna osoba, niż nieważna, prawda? – zauważyła całkiem roztropnie Anastazja Pietrowana.

-A pani to ile ma pani lat? – zaciekawiła się Anastazja Pietrowana.

-Siedemdziesiąt pięć – odpowiedziała Matylda.

-Pani zdejmie okulary, a ja popatrzę głęboko  w oczy i powiem czy to prawda  – zarządziła Anastazja Pietrowna. Po chwili oznajmiła, że wiek Matyldy jest zgodny z prawdą. -Skoro nie ma pani granatowego kapelusza to wracam do domu, jeszcze dużo jest do zrobienia przed wyjazdem.

– Ja też już idę do domu, do zobaczenia Eugenio! Życzę ci zdrowia oraz seksu z orgazmem jak się spotkasz z mężem w domu – niespodziewanie oznajmiła Anastazja Pietrowna. Matylda  nigdy wcześniej nie słyszała tak bezpruderyjnych i precyzyjnych życzeń.

-A którego rodzaju orgazmu mi życzysz Anastazjo, bo wiesz jest siedem rodzajów tych przeżyć? – odpaliła Eugenia. Tego, który najbardziej lubisz – Anastazję Pietrownę nie łatwo było zbić z tropu.

-Bo wiesz… wrócisz do domu, a tam czeka na ciebie mąż, to wszystko może się zdarzyć… a ja co… mój już od dawna na lepszym ze światów… to tylko innym kobietom mogę dobrze życzyć – odpowiedziała Anastazja Pietrowna.

Fot. Golden Age