Gorączka złota – odcinek piętnasty

Rozdział 15: Zawsze otwarta brama

York schował komórkę do kieszeni i zbiegł skalistą dróżką do leżącej Ivv.

– Hej, Ivv, już biegnę z pomocą! Jak się pani czuje? Proszę się odezwać! – zawołał. Udekorowana Ivv leżała w bezruchu i nie odzywała się. Po chwili otworzyła oczy, coś chciała powiedzieć, jednak żadnego słowa nie dało się odczytać z jej bezgłośnie poruszających się ust.

Jednak te ćwiczenia w rozszerzonej rzeczywistości z anatomii mózgu do czegoś się przydały – pomyślał York. Po chwili wyjął telefon, wybrał numer swojego afrieerskiego asystenta i zakomunikował:

– Peter, mamy mały wypadek, Ivv upadła nieszczęśliwie na skałę. Zorganizuj szybko pomoc medyczną. Potrzebny będzie lekarz i transport do szpitala.

Nie minął kwadrans, a nad leżącą Ivv Odrą kłębił się tłum wszelkiego rodzaju służb ratunkowych i transportowych. Ułożono Ivv na noszach, wstawiono je do karetki i kawalkada samochodów pognała na sygnale do centralnego szpitala w Afrieerze. Na czele kolumny pędziło sześciu motocyklistów, trąbiąc niemiłosiernie klaksonami. Dojechali do szpitala w niespełna pół godziny.

Czekający zespół interwencyjny przejął Ivv Odrę u progu szpitala i rozpoczęły się procedury diagnostyczne. Po trzech godzinach okazało się, że konsekwencją upadku jest trwałe uszkodzenie mózgu w okolicy pola Brocka. York osobiście przygotował komunikat dla prasy.

Dziś w Bipasie odbyła się podniosła uroczystość uhonorowania dr Ivv Odry Złotym Orderem Zielonej Oliwki za zasługi dla zdrowia społeczeństw. Ivv znana jest z zapoczątkowania wielkiej akcji „Kropla Krwi dla Przyszłości”, która po raz pierwszy była przeprowadzona w Sarmalandii. Po odebraniu orderu Ivv udała się na krótki spacer brzegiem Morza Ciemnego. Niestety podczas spaceru nieszczęśliwie przydepnęła tunikę i upadła na skały, doznając urazu głowy. Uszkodzeniu uległy wrażliwe okolice mózgu odpowiedzialne za komunikacje werbalną, tzw. pole Broca. Wskutek upadku całkowicie straciła pamięć i zdolność mówienia. Będzie żyła, zapewniają lekarze, jednak mimo intensywnych wysiłków wybitnych specjalistów pamięć u dr Ivv Odry nie powraca. Zostanie ona przewieziona na dalsze leczenie do Lankentonu w Unii Stanów Autonomicznych, gdzie otrzyma najlepszą opiekę i rehabilitację, które w pełni należą się tak zasłużonej osobie dla zdrowia ludzkości. Jeśli nawet nie odzyska ona pamięci, co jest brane pod uwagę, my zawsze będziemy pamiętali o jej dokonaniach. Zawsze będzie otaczana przez nas opieką.

York po przekazaniu komunikatu prasie połączył się z Mac Forralem jeszcze raz.

– Plan zrealizowany w całości – zameldował.

– Znakomicie się spisałeś. Wystąpiłem o premię specjalną dla ciebie, mam nadzieję, że będziesz zadowolony z jej wysokości.

– Mogę zapytać, ile dostanę?

– Jutro rano na koncie będziesz miał pięćset tysięcy reali afrieerskich. Mam nadzieję, że starczy na jakąś dobrą inwestycję.

– O, tak, z pewnością starczy! Myślę o kupieniu rezydencji dla siebie i ciotki Mahiby. Miałbym gdzie wracać z wielkiego świata. Zawsze ciągnie człowieka do stron rodzinnych.

– Baw się dobrze! – zakończył rozmowę kanclerz.

Następnego dnia pieniądze w istocie były na koncie Yorka, a skoro tak, to nic nie stało na przeszkodzie, aby zająć się wyszukaniem odpowiedniej rezydencji. Po obejrzeniu kilku obiektów zdecydował się na dwupiętrową willę w dzielnicy El Taar. Na parterze zrobię biuro, sam zajmę pierwsze piętro, a ciotkę Mahibę ulokuję na drugim piętrze. Z tarasu będzie miała widok na całe miasto – podsumował.

Rezydencja prezentowała się kusząco. Na każdym piętrze było około dwustu metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej. Z długiego korytarza wchodziło się do licznych pokoi. Tuż przy wejściu, po prawej był salon składający się z dwóch części – pierwsza, konwersacyjna z kanapami i fotelami. W głębi na niewielkim podwyższeniu – część służąca konsumpcji. Nad obiema częściami z sufitu zwieszały się ozdobne żyrandole. Dalej było pomieszczenie przeznaczone na sypialnię z łazienką. Długi korytarza zamykał pokój gościnny, również z osobną łazienką. Kolejny pokój mógł służyć za gabinet. Listę pomieszczeń zamykała mała łazienka dla gości i przestronna kuchnia. Pomiędzy poszczególnymi piętrami rezydencji wiły się kręte schody z białego marmuru. Wokół domu był ogród. Wszystko się Yorkowi podobało, więc podpisał umowę z pośrednikiem i dał mu zaliczkę.

– Może się pan wprowadzić na próbę – zaproponował pośrednik.

– Chętnie skorzystam z tej możliwości – odpowiedział York.

Po tygodniu uzupełniono wyposażenie rezydencji i York mógł w niej zamieszkać. Ciotka Mahiba miała się wprowadzić niebawem. Mimo że rezydencja była spełnieniem jego marzeń, przebywając w niej sam, York nie czuł się zbyt dobrze. Wszystko było za duże. Siedział przed telewizorem, gdy zadzwonił telefon.

– York, słucham.

Dzwonił Mac Forral, który chciał przyjechać do Afrieeru.

– Wiesz, stary, po tych przeżyciach okazuje się, że i ja potrzebuję odpoczynku – wyznał kanclerz.

– Zapraszam, oczywiście – odpowiedział York.

– Mogę przyjechać za trzy dni, będzie dobrze? – zapytał Mac Forral.

– Tak, oczywiście, trochę uzupełnię wyposażenie. Zapraszam oczywiście do mnie.

Za trzy dni odebrał Mac Forrala z lotniska i przywiózł do rezydencji. Nieopodal bramy siedział może kilkunastoletni afrieeerski chłopiec, który na widok samochodu Yorka poderwał się i pomachał do niego. Samochód zatrzymał się i czekał, aż wysłużony mechanizm ciężkiej bramy całkowicie ją otworzy.

– Mógłbym ci bramę szybciej otwierać niż ta cała maszyna – powiedział chłopak do Yorka. – Mógłbym siedzieć tu nawet cały dzień i czekać, aż przyjedziesz z miasta – dodał.

– Tak? Naprawdę potrafiłbyś taką bramę otwierać? – zapytał York.

– Oczywiście, że bym potrafił – odpowiedział chłopak.

– A ile musiałbym ci płacić? – zapytał York zaintrygowany propozycją chłopca.

– Och, dużo by cię to nie kosztowało. Dwadzieścia reali afrieerskich za jedno otwarcie – odpowiedział chłopak.

– Umowa stoi, zatrudniam cię.

– Dobrze, proszę pana – odpowiedział chłopak cały rozpromieniony.

Od tej rozmowy ilekroć York wsiadał do samochodu, już czekała na niego otwarta brama. Tak samo było z powrotami. Ledwie samochód pojawiał się na horyzoncie ulicy, chłopiec podbiegał do bramy i otwierał ją z wielką wprawą.

Kanclerz po odespaniu wszystkich zaległości zapytał Yorka, czy mogą wspólnie zwiedzić okolicę. Na pierwszy ogień poszedł zamek zbudowany przez namiestnika Tam-Ben Beja, który rządził w Rhattanie przed siedmioma wiekami. Miasto było nie mniej słynne niż Afrieer i leżało dwie godziny drogi samochodem.

Przyjechali do zamku wczesnym rankiem, aby obejrzeć cały teren przed największym upałem, jaki zaczynał się o tej porze roku już od godziny dziesiątej. Czekał na nich miejscowy przewodnik, który ciekawie opowiadał o historii budowy zamku i zmieniających się jego zarządcach. Pierwszą częścią, jaką obejrzeli, było pomieszczenie zwane przez miejscowych diwanem, gdzie namiestnik Tam-Ben Bej przyjmował interesantów. Gdy poczuł się zmęczony prośbami, mógł przejść do części zajmowanej przez trzydzieści żon namiestnika. Jeszcze dalej, po prawej była komnata ulubionej żony. Która z nich dostępowała zaszczytu i przyjemności bycia tą ulubioną? Tego przewodnik nie wiedział.

– Jak osładzało sobie gorzkie chwile pozostałe dwadzieścia dziewięć żon? – zapytał Mac Forral.

– Pijąc wprawdzie gorzką kawę, ale z bardzo słodkimi ciasteczkami afrieerskimi – odpowiedział przewodnik zamkowy. – À propos, po zakończeniu zwiedzania zapraszam na taki właśnie poczęstunek. Ciasteczka wykonujemy według oryginalnej receptury sprzed siedmiu wieków – dodał.

Zwiedzili już prawie wszystko. Przewodnik zaproponował jeszcze obejrzenie panoramy starej części miasta Rhattan z tarasu połączonego z komnatą ulubionej żony. Otworzył drzwi i zaprosił zwiedzających. York od dzieciństwa wiele słyszał o tym pięknym widoku, zwłaszcza o poranku. Z niecierpliwością chłopca, który obcował z historią tych ziem, wszedł energicznym krokiem na wąski taras. Postąpił kilka kroków, aby słupki podtrzymujące daszek niczego nie zasłaniały. Przewodnik zatrzymał się w progu, a Mac Forral został w komnacie ulubionej żony.

– Zaraz dołączę do ciebie – zawołał. – Sznurowadło mi się rozwiązało, muszę je poprawić.

– Chodź, tu jest naprawdę pięknieeee! – zawołał York. W tym momencie poczuł coś zupełnie niespotykanego nawet na zajęciach z rozszerzonej rzeczywistości. Fragment wąskiego tarasu oddzielił się od reszty i niczym winda zjechał w dół do pomieszczenia, które wyglądało jak średniowieczny loch. Szczęknęły ryglowane od zewnątrz drzwi, a niby to winda odjechała w górę, zostawiając Yorka na odczepionej podłodze.

York przyzwyczajony podczas treningów do różnych niespodzianek siadł spokojnie na podwyższeniu, które najwyraźniej służyło za łóżko i rozejrzał się dokoła.

No cóż, na hotel pięciogwiazdkowy to nie wygląda – stwierdził. Komórka oczywiście nie miała zasięgu. Był sam i na dobrą sprawę niezupełnie wiedział, czy to realny świat, czy jeszcze jedna jego wersja z pogranicza wirtualnego.

Przewodnik spokojnym głosem powiedział do Mac Forrala:

– Zapraszam zatem na gorzką kawę i słynne rhattańskie bardzo słodkie ciasteczka, skoro zamówiony program tej wycieczki uznajemy za zrealizowany.

 

Cóż mógł robić York w nowej sytuacji, w której się znalazł? Wyspać się, wyleżeć i przemyśleć to, czego jeszcze w życiu nie przemyślał. No i nareszcie pośpiewać sopranem. We wszystkich innych miejscach jego zamiłowanie do takiego śpiewania byłoby co najmniej dwuznaczne, tu nie miał takich dylematów. Śpiewał więc, ile tylko miał sił i chęci.

 

Mac Forral następnego dnia powrócił z Afrieeru do Lankentonu. Już podczas podróży nie czuł się dobrze. Dokuczały mu dreszcze, był ogólnie rozbity, bolał go brzuch. Ledwo zdążył dojechać do domu, a zaatakowały go wszystkie możliwe dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Wezwany lekarz rozpoznał infekcję Virus aureus, odmianę żołądkową.

– Przecież go nie ma, tego wirusa – słabym głosem powiedział Mac Forral.

– A czuje pan, że go nie ma ? – zapytał lekarz.

– No nie, chyba jednak mnie zaatakował ten cholerny Virus aureus, a skoro tak, to musi istnieć… no, kto by pomyślał…szepnął kanclerz. – Jak długo może to potrwać?

– Tego nie wie nikt – odpowiedział lekarz.

Mijały kolejne dni, a Mac Forral nie mógł opuścić nawet na chwilę swojej łazienki.

– Wolałbym stracić pamięć niż zdolność do bywania wśród ludzi – wołał sam do siebie. Zadzwonił do prezydenta ze słowami usprawiedliwienia.

– Nie mogę się ruszyć z domu, panie prezydencie – zameldował.

– Skoro nie możesz bywać wśród ludzi, to musimy wybrać nowego kanclerza. Podobno nie wiadomo, ile trwa taka żołądkowa infekcja Virus aureus. Przyjmuję twoją rezygnację. Gratuluję przepustowości przewodu pokarmowego. Ciesz się, że masz drożny – zawołał prezydent.

– Panie prezydencie, proszę… – jęknął Mac Forral.

– Zapamiętaj, że polityka jest zajęciem dla ludzi o mocnych głowach i wytrzymałych żołądkach. Aha, i jeszcze jedno, Mac Forral, nigdy nie pytaj prezydenta, co mówi kobietom na ucho – dodał.

– Panie prezydencie, ale ja… – w telefonie Mac Forrala rozległ się stuk odkładanej słuchawki.

Poprosił jeszcze raz lekarza o wizytę domową.

– Mimo przestrzegania wszystkich zaleceń mój przewód pokarmowy nie wraca do normy. Panie doktorze, ile to jeszcze będzie trwało? – zapytał.

–Tego nie wie nikt – odparł lekarz. –Jeśli rozwinie się odmiana infekcji w postaci pełnoobjawowej gorączki złota, to może już pana nie opuścić do końca życia… Jeżeli nie minie po czterech tygodniach, będzie wiadomo, że to postać nieuleczalna.

– Niech pan nie żartuje! – krzyknął Mac Forral. Miał siedzieć w domu na sedesie do końca życia??? Nie będzie mógł nawet zainwestować tych dwudziestu procent od kwoty, która poszła do Sarmalandii jako grant? To byłoby najgorsze powikłanie tej cholernej infekcji.

 

Tymczasem prace nad wdrażaniem szczepień Muti Vir-Virrem wymagały dalszych badań, tym razem prowadzonych już na terenie Unii Stanów Autonomicznych. Dla nadania sprawie odpowiedniej oprawy postanowiono uhonorować profesorów Bohnera i Lentona Złotymi Orderami Zielonej Oliwki.

Wizytę miał od strony technicznej opracować zastępca Yorka w Unforgettable Group, Jerry Bell. Konieczna była oczywiście wizyta w Afrieerze dla poznania szczegółów topograficznych. Po obejrzeniu scenerii Bipase zaproponowano Jerremu wizytę w Rhattanie, na co chętnie się zgodził.

Gości powitał przewodnik zamkowy i zaprosił do obejrzenia poszczególnych części budowli. Gdy doszli do komnaty ulubionej żony władcy, przewodnik zaproponował Jerremu wyjście na taras i podziwianie widoku starej części Rhattanu.

– Tak się składa, że jestem z wykształcenia archeologiem ciemnomorskim – powiedział Jerry do przewodnika.

– Taaak? – zdziwił się przewodnik. – Miło spotkać kolegę po fachu, tym bardziej zachęcam do obejrzenia widoku z tarasu – dodał.

– Wiem jaki los spotykał ludzi, którzy podziwiali ten widok. Natomiast chętnie posłucham, czy mury, ściany i podłogi oraz stropy nadal tak dobrze przewodzą dźwięk jak za czasów Tam-Ben Beja. Dobrze wiesz o tym, że były zbudowane specjalną techniką, aby Tam-Ben Bej mógł słuchać, o czym mówią jego liczne żony – oznajmił zdziwionemu przewodnikowi Jerry. Pochylił się ku podłodze i przyłożył do niej ucho. Słuchał dłuższą chwilę. Wstał z klęczek i stanowczym tonem zażądał otwarcia drzwi do komnaty znajdującej się pod pokojem ulubionej żony.

– Ależ tam nie ma nikogo – odpowiedział przewodnik.

– Skoro nie ma, to pokaż pomieszczenie – twardo zażądał Jerry.

Przewodnik powoli odsunął rygiel i oczom wszystkich ukazał się York.

– Wpadłem tu, ale wiedziałem, że tylko na chwilę – oznajmił z uśmiechem na twarzy.

– Przeciąg musiał zatrzasnąć drzwi – tłumaczył nieporadnie przewodnik.

– Powiedzmy, że kupujemy tę wersję – odpowiedział Jerry. – Tym bardziej, że drzwi były zaryglowane od zewnątrz. Wracamy do Lankentonu, drogi Yorku, bo zaczynają się tam niebawem wybory. Mogą być dla nas różne zadania do wykonania.

– Dzięki, Jerry, że mnie wyciągnąłeś z tego lochu. Gdyby nie ty, przećwiczyłbym tu cały repertuar operowy nie tylko dla sopranów, ale i wszystkich innych głosów.

– Nie ma sprawy, York. Zawsze jestem po twojej stronie.

– Zapraszam na kolację do mnie, do mojej nowej rezydencji. Ciotka Mahiba przyrządzi nam jakieś regionalne dania. Poznasz potrawy, jakie jadałem jako mały chłopiec.

Do rezydencji Yorka dojechali późnym wieczorem, a mimo to chłopiec czekał przy bramie.

– Hej, kolego, dzięki za czekanie – zawołał York. – Dostaniesz dziś premię za cierpliwość, ale też mam niedobrą wiadomość.

– Jaką wiadomość masz dla mnie? – zapytał chłopiec.

– Pojutrze wyjeżdżam z Afrieeru – odpowiedział York.

– Nie wierzę, nie wierzę – smutno szepnął chłopiec.

– Takie jest życie, mój przyjacielu, przyjeżdżamy, jesteśmy i odjeżdżamy – stwierdził York.

– Nie wierzę – powtórzył chłopiec.

– Niestety, to prawda – odparł York.

– Będę tu przychodził przez pięć dni. Jeżeli ani razu nie pojawisz się przed bramą, wtedy uwierzę, że wyjechałeś z Afrieeru – odpowiedział chłopiec.

– Obiecuję, że kiedyś wrócę. Na pewno. Każdy wraca do rodzinnych stron.

 

Prezydent Beniamin Grant bez trudu wygrał kolejne wybory, a radość w partii bogatokratów była wielka. Rozpoczęło się kompletowanie zespołu najbliższych współpracowników. Prezydent polecił zawołać Yorka, który w międzyczasie awansował na szefa Unforgettable Group. York nie wiedział, w jakim celu ma się stawić w Gabinecie Trójkątnym. Szedł raczej przekonany, że otrzyma nowe karkołomne zadanie do wykonania.

– York, jesteś taki zdolny i świetnie wyszkolony, że lepiej mieć cię blisko pod ręką i na oku. No i panujesz znakomicie nad pokusami, dzięki czemu jesteś odporny nawet na gorączkę złota. Słowem idealnie nadajesz się na mojego sekretarza – powiedział prezydent Grant – a z czasem może nawet na… – tu zawiesił głos.

York wiedział, że w takiej chwili nie zadaje się pytań. W życiu wszystko przychodzi do tych, którzy potrafią być cierpliwi i nie rezygnują. Wystarczy czekać na koleje losu, które podobno można odczytać z przebiegu linii na lewej dłoni. Byłoby więc wszystko w naszym życiu z góry ustalone i zaplanowane? Tego nie wie nikt.

 

Koniec

 

Warszawa 2011, Algier, Oran 2013