40. Kierunek Australia

Mijał kolejny rok, a ja nadal nie byłam w Australii! Dla poprawienia sobie nastroju wybrałam się do Brukseli na warsztaty dla dziennikarzy medycznych na temat transplantologii.

 

Hotel w Madrycie w którym mieszkałam w związku z konferencją ACCORD o transplantacji narządów

Choć jechałam tam bez większego przekonania pobyt okazał się niezwykle interesujący. Dowiedziałam się o wielkiej roli mediów w promowaniu donacji narządów transplantologii. Informacje na ten temat przekazywał dr Rafael Matesanz z Hiszpanii, która ma pierwsze miejsce w Europie w ilości przykazywanych narządów do transplantacji, a także największą ilość publikacji z pozytywnym przekazem na ten temat. Przeglądając zasoby internetowe na ten temat napotkałam stronę zbliżającego się kongresu transplantologów w Sydney.

Napisałam do organizatorów prośbę o akredytację dziennikarską oraz złożyłam wniosek on line o wizę australijską. Poczułam się zachęcona do odbycia podróż teraz właśnie bowiem przepisy australijskie przewidują dla osób po 70 roku życia przedłożenie świadectwa lekarskiego stwierdzającego, że stan zdrowia pozwala aplikującemu na odbycie takiej podróży. Trzeba też oświadczyć, że nie choruje się na gruźlicę ani też nie ma przeszłości kryminalnej. Geografia strachów i fobii wizowych jest bardzo ciekawa – w amerykańskim kwestionariuszu jest pytanie o choroby weneryczne, ale broń Boże o nabyte niedobory odpornościowe nikt nie śmie pytać!

W ankiecie jest też rubryka dlaczego chce się przyjechać do Australii – dziennikarz podróżujący na kongres prezentuje się nieporównanie lepiej niż ciekawa świata emerytowana internistka z Warszawy ; ) – jak to określił mnie pewien młody kolega.

Była to połowa października. Czas płynął, myślałam, że moja aplikacja o akredytację wpadła w jakąś czarną dziurę internetową.

Nieoczekiwanie pod koniec października 2013 nadeszło potwierdzenie akredytacji na australijskim kongresie. Miła wiadomość, że 1000 AUD /2970 zł za wstęp na kongres nie muszę płacić. A co z wizą? Myślałam, że nadejdzie powiadomienie, ale nie nadchodziło. Kliknęłam więc ponownie na strony http://www.immi.gov.au/e_visa/

i po chwili błąkania się przeszłam na stronę gdzie można sprawdzić status aplikacji. Okazało się, że mam przyznaną wizę na rok, jej termin ważności zaczyna się 21 października i mogę wielokrotnie przekraczać granicę australijską, przebywając za każdym razem 3 miesiące.

https://www.ecom.immi.gov.au/inquiry/query/query.do?action=eVisa

Skoro powiedziałam A aplikując o akredytację, B aplikując o wizę, trzeba było zabrać się za pozostałe litery alfabetu czyli rozejrzenie się za biletem i hotelem.

Wybór trasy podróży był łatwy, bowiem Emitares Airlines oferują podróż do Sydney z 1 przesiadką w Dubaju. Koszt biletu 4917 złotych. Do tego dodajemy 225 złotych za polisę ubezpieczeniową na koszty leczenia i inne wydarzenia na łączną kwotę 200 tysięcy euro. Mamy już na karcie obciążenie ponad 5 tysięcy, no ale nikt nie obiecywał że będzie tanio. Faktem jest, że to taniej gdy leciało się z dwoma przesiadkami i koszt biletu wynosił od 6 do 7 tysięcy.

Szukałam na hotelu i okazuje się, że to poważny wydatek. Hotele w centrum może kosztować nawet 10 tysięcy złotych za 8 noclegów. W tej sytuacji wybrałam wariant hotel przylotniskowy z dojazdem kolejką podmiejską do centrum i na obrady. Wybór padł na http://www.airporthotelsydney.com.au/ 3,5 gwiazdki jak piszą o sobie.

Koszt hotelu 805 AUD, co po doliczeniu różnych szachrajskich przeliczników zaksięgowano już na dwa tygodnie przed moim przyjazdem na 2516,64 zł. Daje to koszt 1 AUD 3,12 złotego przy płaceniu kartą, gdy w kantorze kupimy 1 AUD za 2.97 złotego czyli 15 groszy na każdym dolarze pobierają różne harpie świata finansowego. Wniosek z tego, że resztę rachunków lepiej płacić żywymi AUD, bowiem pośrednictwo finansowe w przypadku hotelu kosztuje 125 złotych.

Budżet robi się napięty i postanawiam podratować się w Lekarskiej Kasie Zapomogowo-Pożyczkowej do której należę od czasów stażu z chorób zakaźnych, który odbywałam w latach 70-tych. Dzwonię do sekretariatu kasy i dowiaduję się, że niebawem będzie posiedzenie zarządu w sprawie przydzielenia pożyczek. Rozmawiam przez telefon chwilę z panią Barbarą Pierzchałą która razem z panią Teresą Macewicz od wielu lat pracują w sekretariacie kasy zapomogowo -pożyczkowej i dobrze znają wszystkich członków stowarzyszenia. Pani Barbara dopytuje co zdarzyło się od mojej ostatniej wizyty w kasie, czy jeszcze pracuję w szpitalu. Odpowiadam, że nie jest to już moje miejsce pracy, wspominam też o rozstaniu się z jednym z wydawców oraz powstaniu Gazety dla Lekarzy.

Następnego dnia pędzę złożyć podanie o pożyczkę. Na zakończenie wizyty dostaję na pamiątkę wiersz „Bo wie pan doktor ja staram się wiersz dopasować do człowieka” – powiada pani Barbara.

Wiersz dopasowany do człowieka

Ważnym jest aby mieć zdrowie,

Obok życzliwych ludzi.

Kochać i być kochanym, bo miłość do

Życia nas budzi.

Mieć dystans do bzdur i głupoty,

Które się plenią niby powoje.

Draństwo omijać z daleka i konsekwentnie

Robić swoje.

Wiersz wygląda na wyjątkowo dobrze do mnie dopasowany! Na tydzień przed odlotem postanawiam wybrać się na rekonesans na lotnisko i dopytać się w sprawie bagażu oraz check-in. Wchodzę do hali odlotów na 58 minut przed startem samolotu i ze zdziwieniem znajduję na tablicy ogłoszeń „check-in closed” .

Check-in otwierają na 3 godziny przed odlotem i zamykają na 1 godzinę przed odlotem. Na 1 godzinę najpóźniej zalecają przejście przez security line, bowiem na 45 minut przed odlotem trzeba być pod gate’m. Na 20 minut przed startem pokąd jest zamknięty. Bagaż główny 30 kg, a kabinowy tylko 7 kg jedna sztuka. Nie dozwolone dodatkowe torby z aparatami fotograficznymi czy komputerami. Wymiary bagażu kabinowego 55x38x20 cm.

Tymczasem na kilka dni przed wyjazdem nadchodzi mail od organizatorów kongresu z prośbą o podanie sesji którymi jestem szczególnie zainteresowana i będę na nich obecna. Ponieważ program kongresu mam już przeanalizowany szybko podaję wykaz 17 sesji moim zdaniem najciekawszych. W odpowiedzi organizatorzy przysyłają propozycje przeprowadzenia wywiadu z 3 profesorami – mogę wybierać rozmówców. Po naradach strategicznych proszę o zapisanie mnie na wywiad z prof. Jeremy R. Chapmanem, przewodniczącym kongresu.

Moja australijska badge’a

Gdy już stałam się posiadaczką zarezerwowanego i zapłaconego pokoju hotelowego doczytałam się, że jego recepcja jest czynna do 23:30 – 00:00. Hm… mój samolot ląduje o 22:30. Czy zdążę dojechać do hotelu przed zamknięciem recepcji??? A jeżeli nie zdążę to co zrobię?

Napisałam do www.booking.com zapytanie w tej sprawie. Odpowiedź nadeszła szybko – no, problem poczekają. Miło z ich strony, ale jeżeli samolot będzie miał większe opóźnienie??? Napisałam do hotelu. Odpowiedź również nadeszła szybko. No, problem! Zostawią mi klucz w safe box. Hmm… no dobrze, ale gdzie jest ta safe box i jak się otwiera? Napisałam kolejnego maila. No, problem odpowiedzieli – box jest po prawej stronie przy wejściu donieśli i kod dostępu do niego jest 2012. Fajnie! Pomyślałam a gdybym nie zapytała to czy sami by napisali ten kod dostępu??? Dodali jeszcze, że jak coś się zmieni to mogę ich zawiadomić.

Nic prostszego jak po 24 godzinach lotu dzwonić z polskiej komórki na stacjonarny telefon w Australii i gawędzić płacą około 8 złotych za minutę rozmowy! Na szczęście zdążyłam dojechać taksówką z lotniska przed zamknięciem hotelu.

 

                       W Sydney kupiłam sobie prepaida

Obiad po powrocie z Australii

Przemieszczając się międzykontynentalnie udało mi się opublikować 40 artykułów w GdL, 12 w Diabetyku oraz jeden w piśmie Gabinet Prywatny.