Anatomia na szpilkach – odcinek drugi powieści Krystyny Knypl (@mimax2)

Poprzedni odcinek powieści

Rozdział 2: Bo to co nas podnieca to się nazywa…

            Anastazy ogłosił na posiedzeniu rady wydziału Wielkiego Uniwersytetu Medycznego decyzję o nowych strojach i wszystko dookoła stało się piękniejsze. Każdego dnia po wielokroć wyobrażał sobie jak śmiga przez miasto w swojej nowej służbowej sukience, a jej falbanki szeleszczą podniecająco. Wszystkie dziewczyny w Wielkim Mieście odwracają głowy na widok przemykającego Anastazego i tworzą liczne fan – cluby.

Fot. Anastazy przebiera nogami do nowego stroju służbowego

– Ach ten szelest… ach… – jęczał sam do siebie. To jest bardziej podniecające niż szelest liczonych pieniędzy. Jak to śpiewała ta piosenkarka z czasów młodości tej niezatapialnej Matyldy Przekory? Bo to co nas podnieca to się nazywa kasa? Nie! Tu nie ma żadnego rymu ani rytmu! – monologował Anastazy.

Bo to co nas podnieca to się nazywa kieca! – powinno być wykrzyknął sam do siebie.

 A może by tak zamiast tej nudnej Gaudeamus igitur na rozpoczęcie roku akademickiego będziemy śpiewać na znaną melodię:

Ja jestem zatrudniony

 w wesołej pewnej firmie,

niestety był niewypał,

 pacjenci zawiedli.

Bo mieli już nadzieję,

że zdrowie ktoś im wróci,

I życia nic nie skróci.

Lecz zdrowie diabli wzięli,

bo nikt nie wierzył w cuda

Że JGP się opłaci

I będzie z niego zysk

A firma nic nie straci…

Bo to co nas podnieca,

to się nazywa kasa,

a kiedy w kasie forsa,

to sukces pierwsza klasa.

Sukces w każdej odmianie która istniała w przyrodzie podniecał Anastazego bardziej niż wszystkie inne znane podniecacze.

– Gdy tak pacze jakie podniecacze ludzie używają to ich nie rozumie – zwierzał się Jędrzejowi w czasie przerwy w obradach. A ty czym się podniecasz?

– Oj Anastazy nie bądź taki ciekawy!

– A jaką sukienkę chciałbyś mieć? – dopytywał Anastazy.

– Wirującą – odmruczał Jędrzej. – Jak dostanę zawrotu głowy od sukcesów naszej odnowionej uczelni to chcę aby sukienka też wirowała razem ze wszystkim co nas otacza.

– Panno Marysieńko – zawołał do sekretarki kroczącej za Anastazym i notującej wszystkie jego złote myśli, a także srebrne i brązowe – proszę zapisać, że profesor Jędrzej zamawia sukienkę wirującą.

– A szpilki jakie chcesz do tej wirującej sukienki – naciskał na detale Magnificencja.

– Jeszcze nie przemyślałem.

– Jędruś, mam! Szpilki zamówimy sobie te… takie… no czerwone z czarną podeszwą.

– Anastazy,  ten słynny model to są szpilki czarne z czerwoną podeszwą – oznajmił OrOr.

-No qrde, Jedruś może i pomyliłem te kolory, ale wiesz co? Mam pomysł! Wystąpimy do Rekseli po fundusze szkoleniowe na seminarium… nazwiemy je… czekaj… czekaj … mam!

Lokalizacja koloru dominującego w ubiorze a gwarancja sukcesu w biznesie.

Dobre! Dobre! – jęknął Jędrzej. Masz łeb jak sklep Anastazy! Co ja mówię jak sklep? Jak całe centrum handlowe! Potrafisz wszystko przehandlować.

-Anastazy ale czy ty wiesz że te szpilki z czerwoną podeszwą to mają 12 cm wysokości. Chłopaki z rady wydziału będą padać jak muchy i łamać sobie osteoportyczne kości udowe.

– Oj tam! O tam! Wprowadzimy obowiązkowe ubezpieczenie od upadku ze złamaniem kości w zacnej wysokości… czekaj… czekaj… 350 reali od łebka, pardon od sukienki… albo lepiej od każdej nogi czy jeden członek rady wydziału będzie nam płacił 700 reali miesięcznie ubezpieczenia. A jak nogę złamie to nasi fachowcy od Ubezpieczenia Sukienkowego udowodnią że nie dbał o zdrowie – nie robił co roku zaleconych badań: tomografii całego ciała, rezonansu, scyntygrafii, biopsji kości, poziomu wszystkich frakcji witaminy D i zwrot pieniędzy się nie należy.

-Można też wprowadzić obowiązkowe kursy nauki chodzenia na  służbowych szpilkach, oczywiście płatne! – kontynuował swą złotą myśl biznesową Anastazy. Umiejętności zdobyte na kursie będą ważne przez rok. A potem będzie obowiązkowe odnowienie umiejętności chodzenia.

– Anastazy co ty dziś brałeś? – z troską w głosie zapytał Jędrzej.

Wiem ale ci nie powiem – obowiązuje RODO – uciął władczym tonem Anastazy.

Następny odcinek powieści