31. Zaczęło się w Zakopanem – dawne bale i życie towarzyskie

Halinka i Józio prowadzili życie towarzyskie , lubili bywać oraz urządzać przyjęcia.

Fot. Bal w Szczuczynie

Halinka i Józio prowadzili dom otwarty, urządzali przyjęcia okolicznościowe na których bywali zaprzyjaźnieni koledzy oraz rodzina. Podczas spotkań spożywano przygotowane dania – wędliny, sałatki warzywne z majonezem ( a może śmietaną?), bigos… Podczas przyjęcia wznoszono toasty, a gdy liczna toastów była większa rozpoczynano śpiewano pieśni patriotyczne – jak na przykład „Lance do boju, szable w dłoń!”.

Dania podawano na eleganckiej zastawie po bokach której układano srebrne sztućce.

Po konsumpcji rozpoczynano tańce przy muzyce z gramofonu lub z radia. Bardziej kameralne tańce odbywały się niekiedy w niedzielne poranki – były to „Bale piżamowe” podczas których dozwolone były stroje mocno nieformalne w postaci piżam. Muzyka także była mniej formalna – Halinka przygrywała nam do tańca na pianinie. Józio był producentem niskoprocentowych win domowych z owoców przywożonych z Łap. Także okolicznościowe transporty kiełbas oraz szynek przed świętami Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy były w menu spotkań towarzyskich. W wspominanych odległych czasach lodówki nie były powszechnie dostępne – zamiast nich do przechowywania żywności posługiwano się szafkami zamontowanymi pod oknami, które miały otwory w ścianie prowadzącej na zewnątrz budynku. Pewnego roku przywiezioną z Łap kiełbasę zdeponowaliśmy w tej old fashion lodówce i spokojnie czekaliśmy świąt Wielkanocnych. Otwieramy szafkę pierwszego dnia świąt, sięgamy po kiełbasę – a przed naszymi oczami zamiast smakowitego domowego produktu mamy nadgryzioną przez myszy wędlinę… Myszy były pewnym problemem w mieszkaniu przy ulicy Raszyńskiej.

Halinka robiła smaczne kotlety mielone oraz sałatkę z tartej marchwi z dodatkiem chrzanu i kapusty. Często takie smaczne danie było na kolację gdy wracałam z zajęć na Akademii Medycznej około godziny 20:00.

Fot. Zastawa rodowa

 

Fot. Zastawa rodowa z barszczem wigilijnym już na Niemcewiczach – jak mówi Henio. Słowo pochodzi z pytania: Czy jedziemy dziś na Niemcewicze?

Fot. Zastawa stołowa składa się z wielu elementów

Na zakupy codzienne chodziłam do sklepu warzywnego na Tarczyńską, a na zaukpy luksusowe do sklepu „22 Lipca d.E.Wedel” gdzie były czekolady, pierniki i inne smakołyki.

Fot. Pierniki  i inne smakołyki

Fot. Po latach znalazałm sklep w Gdańsku, który wystrojem przypominał ten z ulicy Filtrowej w Warszawie. Potem pod tym samym adresem na Filtrowej było biuro podróży – jednym słowem adres kojarzony z luksusami.

Fot. Obiad rodzinny na Niemcewicza by Mima