33. Zaczęło się w Zakopanem – gdy brakuje dokumentów

Poprzedni odcinek

Poprzedni odcinek

Przed oczami przewija mi się niczym film powielokroć ogladany  scena z rodzinnej sobotniej wizyty w odległych latach sześćdziesiątych. Odprowadzam z moją matką Haliną do przystanku jej cioteczną siostrę Zosię Gradowską. Panie długo ze sobą o czymś dyskutowały, ja słyszę tylko końcówkę rozmowy.– Czy mówisz o tym Ksawerym, który miał tak dużo placów na Pradze? – upewnia się moja matka. – Tak, tak, o nim – potwierdza siostra. O czym one rozmawiają? Jakich placów??? Przecież w naszej rodzinie nikt nie miał żadnych placów  – myślę zdziwiona. Posiadanie licznych placów w Warszawie przez jakiegoś tajemniczego krewnego wydaje mi się czystą fantazją. Wątek placów wędruje do zakamarków pamięci operacyjnej, bo jako studentka medycyny główne moce przerobowe muszę przeznaczyć na wkuwanie opasłych tomów anatomii, fizjologii, interny i innych przedmiotów.

Zawsze wiedziałam, że pochodzę z rodziny nauczycielskiej. Skąd w mojej rodzinie miałby znaleźć się właściciel licznych nieruchomości? Nieprawdopodobne! Czas płynie jednostajnie, wspinam się powoli po szczeblach szpitalnej kariery. Nagle nadchodzą szalone lata dziewięćdziesiąte i wywracają wszystkie nasze wyobrażenia i zwyczaje do góry nogami. Także niejedną karierę. Miejscem zdobywania wiedzy medycznej przestają być dziewiętnastowieczne sale wykładowe, stają się nim nowoczesne sale konferencyjne. Podczas jednej z konferencji naukowych spotykam Iwonę córkę mojej ciotki, która jest farmaceutką. Omówiwszy nowinki towarzyskie i medyczne, w sposób naturalny przechodzimy do wspomnień rodzinnych. Okazuje się, że Ksawery miał nie tylko liczne place, ale i pałacyk! To jest wiadomość, która wymaga dokładniejszych badań. Ruszam do Biblioteki Narodowej. Przekopuję sterty zakurzonych książek i czasopism. Powstaje z tego pierwszy szkic dat.

 

Kuzynka podarowuje mi fotografię Katarzyny Szwackiej z Konopackich z jej mężem i dziećmi. Historyczna abstrakcja zaczyna być współczesnym konkretem. Postacie mają imiona, rysy twarzy. Centralna postać na fotografii zajmuje postawna brunetka, o zdecydowanie niesłowiańskiej urodzie. Czy panienka nie jest z naszych? To pytanie towarzyszyło mojej matce Halinie w czasach jej przedwojennej młodości długie lata. Ówcześni Żydzi widząc przystojną brunetkę o lekko falujących włosach, nabierali od pierwszego wejrzenia przekonania, że mają do czynienia z kimś z naszych właśnie. Zapytana dziękowała za zainteresowanie i odpowiadała przecząco.

Wszak w Łukowie była ochrzczona, podobnie jak wszyscy członkowie jej najbliższej rodziny. Jednakże niekiedy o naszym pochodzeniu więcej mówią słowa wypowiadane niż napisane. Czy rdzenna Polka, nawet najbardziej oczytana, posługując się żartobliwą narracją używa słowa kahał na określenie swojej rodziny? Jeżeli dodamy do tego niespotykany talent do opowiadania żydowskich dykteryjek i sympatię okazywaną przez wielu Żydów, to liczba znaków zapytania szybko wzrośnie. Bohaterowie szmoncesów Dziś zainteresowanie przeszłością swojej rodziny jest powszechne.

Gdy są dokładne dane i dokumenty, sprawa jest prosta. Gdy brakuje dokumentów, z pomocą przychodzą firmy biotechnologiczne. Nawiązuję kontakt z jedną z takich firm, zamawiam badanie mt DNA, które jak wiadomo w 100% otrzymujemy od matki. Jeżeli żona Ksawerego miała żydowskie korzenie, to przekazała je swojej córce Katarzynie, a ta swojej córce Władysławie.

Dalej żydowskie mt DNA powędrowało do jej córki Haliny, czyli mojej matki. To byłoby zbyt proste rozwiązanie. Raport z laboratorium genetycznego informuje, że mam haplogrupę H, która występuje wśród plemion celtyckich, teutońskich i żydowskich. Bardziej szczegółowe badania są zbyt kosztowe. Znajduję informację na temat pposzczególnych haplogrup wśród Żydów.Fot. Mój certyfikat z Igenea The mostprevalent Ashkenazi Hgs were K (32%), H (21%), N1b(10%), and J1 (7%), followed by other Hgs at minorfrequencies (supplementary material). https://www.familytreedna.com/… Wchodzę na stronę firmy Igenea, na forum dla użytkowników, rozglądam się. W międzyczasie jadę do Berlina i wieczorem w małym hoteliku surfuję po stronach forum, nawiązuję kontakt z jednym z użytkowników, który potwierdził swoje żydowskie pochodzenie dzięki badaniu zrobionym w Igenea … Berlin.., Żydzi… naziści… atmosfera robi się nieco filmowa… ale konkretów brak.

Kobiety w mojej rodzinie ze strony matki, poczynając ode mnie, dostawały na chrzcie następujące imiona: Tajemnica ( moja praprababka nadaję jej takie egzotyczne imię, ale jest ono w pełni zgodne z duchem tradycji, ),  Katarzyna ( moja prababka), Władysława ( moja babka 1887 – 1916), Halina ( moja matka 1907 -1981), Krystyna (ja, ur.1945 ), Katarzyna (moja córka, ur.1981), Helena ( moja wnuczka ur. 2008) .