Wiersze

Zmierzch południa

Biorę na przechowanie ludzkie lęki

Smugą cienia podążające za mną,

Nie dające się oswoić ani pomniejszyć.

Zwalczam polimorficzny gen służebności,

Nienaturalnie wybujały i patologiczny

Wyhodowany na zbyt częste okazje.

Zdrowy egoizm skrywam chorobliwie,

Chowam go przed światem ze wstydem,

Niczym łokcie z przetartym ubraniem.

Odczepiam cień na krótką chwilę,

Jedynie w samo południe.

Niczym samotny rewolwerowiec,

Idę pustą drogą wypatrując

Kto skrywa się za zamkniętymi oknami.

Nie możesz chybić!- wołają zza zasłon.

Banalne rady z wyprzedaży idei.

Która potrwa nie dalej niż do jutra.

 

Na pożegnanie

Ulokowałam jeden  dzień

Na mapie zapomnienia

Będę wspominać go bez słów

I tylko od niechcenia

 

Ulokowałam  drugi dzień,

Na mapie zapomnienia

Będę wspominać go bez słów

I tak to nic nie zmienia.

 

Najczulsza niegdyś myśl,

Nie sprowokuje nigdy złości,

Zmartwienie, smutek ani gniew

W spokojnym sercu nie zagości,

 

Wymażę chwile, słowa, łzy,

Zabliźnię wszystkie swoje rany

Zapomnę każdy zbędny gest,

W odruchu  przywołany,

 

Prąd wspomnień porwał wiele dni,

Wprost nie do policzenia,

Przeszłości mówię ci: bądź zdrowa

Do widzenia!

***

Elektroniczny przypadek

Człowiek odpięty od komputera,

Jest tworem dwuwymiarowym,

Nawet nie wie co może robić,

W swym życiu nie-ekranowym.

 

Spogląda na świat realny,

Bez tych magicznych odcieni,

Dotyka też błędnym wzrokiem

Przybyłych z innej przestrzeni.

 

Obsługa nie zalogowanych

Na naszym forum -czy wiecie?

na szczęście jest niemożliwa

jesteśmy w innym świecie.

 

***

Wiele jest jeszcze do odkrycia,

Zupełnie nowych form życia.

 

***

Ciąg dalszy

Pytasz czy trudno jest pisać wiersze?

Nie ma nic prostszego pod słońcem,

Wystarczy zebrać rozbiegane  myśli,

Czasem poszperać trochę w słowach,

Zważyć zamysły, ustalić proporcje, intencje.

A ciąg dalszy należy do innych ludzi.

 

Wybrańcy

Wybrańcy piszą słynne dzieła,

Nieszczęśliwi smutne listy niewysłane,

Śmiertelnicy – na ogół przelewy bankowe,

Recepty tylko niektórzy z nich.

Na wyraźne życzenie publiczności.

Tym różnią się od wybrańców,

Że sami wybrali swój los.

Wzajemność nie jest ich radością.

Bohaterowie pierwszych stron gazet,

Zmęczeni, znużeni , obojętni.

Nagle potrzebni w obliczu śmierci,

Która pokazuje każdemu jego miejsce.

 

Bilans sensu

Zużywają mało tlenu i elektryczności,

Jednak rachunki płacą wysokie,

Choć nadsyłane są bez koperty,

Stan konta otoczony jest tajemnicą.

 

Mają zwyczaj pożywiać się wolnością,

Na ogół w niewielkich dawkach,

Jednak koniecznie trzy razy dziennie,

Nigdy z przepisu lekarza,

Raczej z wewnętrznej potrzeby.

 

Drobnych ran już nawet nie liczą, ale

Blizny skrupulatnie mierzą w centymetrach.

Oczywiście nie podając wyników bilansu.

Bo być może wolność jest pozbawiona sensu?

 

Odpowiedź na pytanie

Dlaczego jestem codziennością

Krótka sprzeczką, listem nie odpisanym,

Dawnym adresem zapomnianym,

Trudną sprawą odłożoną na jutro,

Zniechęceniem, obojętnością,

Nie ma mnie czy już nie chcę?

Znam odpowiedź na to pytanie:

Tak smakuje przemijanie.

 

Kot

Ten jest z planety mojej,

Kto ma ochotę na kota.

Jest mi szczególnie miły,

Gdy męczy go taka tęsknota.

Skrywa się w różnych tytułach

Tymczasem chce schrupać kota,

Myślisz: to mądry uczony

Tymczasem to szelma-niecnota.

Może już zjadł niejednego,

Sprawa jest dość tajemnicza

Dlaczego żadna komisja

Tej szelmy już nie rozlicza?

 

Droga

Właściciele losu innych ludzi,

Upojeni potęgą władzy,

Opętani żądzą panowania,

Ogłuszeni szmerem pochlebstw,

Oślepieni fałszywym blaskiem,

Próżni, napuszeni, nieomylni?

Wszyscy nadęci jak balony.

 

Nakłuwam szpilką powoli,

Ciekawiąc się czy to bolesne.

Żaden mięsień nie drga im z bólu

Znieczuleni od urodzenia

Podążają samotni, do nikąd.

Nie znając celu ani umiaru,

Znieczuleni niczego nie czują.

 

Wiersz

Wiersz powstaje z tęsknoty,

Niewidocznej niezgody,

Niewypowiedzianego bólu,

Bezsilnej wściekłości, namysłu,

Rozsmakowanej samotności,

Zasłuchania w muzyce,

Słów zatrzymanych w kadrze.

 

Pod powiekami

Śmieszne niepokoje, małe strachy,

Zwykłe chęci i odświętne zachcianki,

Nie odbyte podróże, niezdobyte góry,

Ludzi przeoczonych i zgubione perły.

Wirowanie obrazów zamglonych.

Umiejscowionych na zawsze i trwale.

Pod dziwnie miękkim dyskiem pamięci.

Który skrywa najmniejsze okruszki

Ukrytych wzruszeń i szalonych fantazji.

Spełnionych pod powiekami wyobraźni.

 

Trud żniwiarzy

Trud żniwiarzy jest bezdźwięczny.

Ulotny, zbyt prosty, zwyczajny.

Brzęczenie owadów jest tylko tłem.

Dla niezwykłego  trudu żniwiarzy.

Tysiące natrętnych  trzmieli,

Wydaje  monotonne dźwięki,

Osiągając całkiem duże efekty,

Trzmiele zajęte brzęczeniem

Pewne i przekonane dogłębnie

Że cudzy trud jest zawsze lekki.

 

Pogoń

Pogoń za sensacją zawsze jest bolesna,

Odkrywają zawodowi łowcy ze zdumieniem,

To nie jest to samo mówią zaskoczeni,

Mój własny ból i opisany na szpaltach.

Bolesna nauka jest możliwa zawsze

Wystarczy tylko czasem zamienić role.


Ogłoszenie

Szukam idei nie mających żadnej ceny,

Rzeczy nie wystawionych na sprzedaż,

Herosa, który pokona kręcące wiatraki,

Szukam tego czego podobno nie ma.

Nie przeszkadza mi cudza świadomość

O bezsensie moich żmudnych poszukiwań.

Może okazać się, że miałam jednak rację.

Nic nie jest przesądzone ostatecznie

Dopóki nie ma racji danych na wieczność.

 

Małe dzieci

Małe dzieci mają wielkie uczucia

Płaczą nad mlekiem do wypicia

I pluszowym misiem na wystawie.

Ojcem spieszącym się do pracy,

Przytulone do wychodzącej nogi.

Gdy zapłaczą  nad rozlanym mlekiem.

Odetchnę z ulgą, że  dorosły.

 

Liście na sprzedaż

Zaskoczone liście przycupnęły na gałęziach,,

Zima nadciągnęła w nadzwyczajnym pośpiechu

Nie znanym  ani ludziom ani drzewom.

Ktoś zapomniał wystawić liście na sprzedaż,

Opadające liście są dziś w promocji!

.Uchroń choć jeden listek przed upadkiem,

Możesz zabrać nawet dwie garście na kredyt

Wystarczy, że spłacisz następnej jesieni

Na dogodnych warunkach do rozmyślań.

 

Szansa ludzkości

Cisza poranka otula wszystkich śpiących

Od wczoraj przekonanych, że są sprawiedliwi,

Najłatwiej przychodzą ludziom do głowy.

Absurdalne pomysły na własny temat!

 

Bezboleśnie porażeni brakiem prądu krwi.

A przecież mogli by tyle jeszcze zrobić!

Wypalić dwadzieścia tysięcy papierosów,

Albo wchłonąć ocean zupy ze śmietaną

 

Pani Ziuto, tylko 36% śmietana

I żadna inna, kochaniutka moja,

Bo ja nie uznaje tych wynalazków,

Wywar gotuje już od samego rana.

 

Dlaczego nie dano im tak ważnej szansy

Przecież potrzebnej każdemu człowiekowi,

Co więcej potrzebnej całej ludzkości,

Dopóki żyje na planecie doczesności.

 

Kraina obfitości

Bilet na emigrację do odległej krainy

Która słynie z obfitości wszystkich liter.

Nie ma w niej   pięknych krajobrazów

Jedynie słowa ułożone warstwami.

 

Czy niecierpliwią się  na spotkanie

Z ręką która je wyszuka i odkurzy?

Czy w swej dziwnej wyniosłości 

leżą raczej  obojętnie i spokojnie?

 

Bywa, że czekam na nie latami,

Choć dokładnie nie wiem jak długo,

Przyjdzie mi czekać niecierpliwie,

Mam jednak pewność, że nadejdą.

 

Nerw kulszowy

Duży i długi zawiadowca każdej nogi

Rządzi bezwzględnie i niepodzielnie.

Z niego odchodzą wszystkie gałązki

I żadna nie jest obcym przybyszem.

 

Nie ma ani jednego dzieła przypadku

Jeżeli chcesz posuwać się do przodu.

Musisz się poddać jego władzy,

Nogi to zrozumiały z  łatwością.

 

Dlaczego głowie  idzie tak opornie?

Wysyła impulsy na nieprzetarte szlaki,

Z których pojedyncze przekształcą się w

myśl znajdującą swe przeznaczenie.

 

Czy zdąży znaleźć skoro minął termin?

Nie traci nadziei, że trafi do celu

Z miliona posłanych nieznanym odbiorcom.

Maja szanse w każdą środę wieczorem.

 

Gdy wskazówki koła fortuny nieuchronnie

Zbliżają się do liczb szczęśliwych.

Posłuszne nerwom nogi pobiegną

Na spotkanie z przeznaczeniem.

 

Mamonomania

Goni za forsą kretynów stu,

Brak im honoru, a także tchu,

Mocno spoconych oraz zadyszanych

I już na mecie z punktu przegranych.

***

Piersi pragnące orderów

Zasiadły w wielkiej sali

Na uroczystej gali.

 

Nim jury werdykt odczyta

Trema za gardło dławi,

Nikogo nie zostawi.

 

Za zwycięstwo i sławę

Gotowe oddać życie,

Już marzą skrycie.

***

Człowiek odpięty od komputera,

Jest tworem dwuwymiarowym,

Nawet nie wie co może robić,

W swym życiu nie-ekranowym.

 

Spogląda na świat realny,

Bez tych magicznych odcieni,

Dotyka też błędnym wzrokiem

Przybyłych z innej przestrzeni.

 

Obsługa nie zalogowanych

Na naszym forum -czy wiecie?

na szczęście jest niemożliwa

jesteśmy w innym świecie.

***

W poczekalni

Poczekalnia życia dość obszerna,

Przechowuje najróżniejszych gości,

Ulokowanych w rozumnej odległości.

Co pojawi się za ostrym zakrętem?

Wszystko ma inny znak zapytania

Zanim pojawi się myśl uniwersalna:

„Ach, więc dlatego czekałam

Po czasie nieskończenie długim

Spokój bez potrzeby upewniania:

„Nie zjesz ze mną śniadania?”

***

Przed podróżą

Nadałam wielką walizkę na taśmę,

Aby umknąć z pułapki codzienności,

I horyzont oswajam z zapałem.

Płynnie odrywam się od ziemi,

Dzięki boskiemu prawu fizyki,

Że na ciężar ludzkich doświadczeń

Nie działa ziemskie przyciąganie.

Każdą ma podróż pobłogosław Panie….

***

Upadłe anioły

Nad ranem delikatnie sięgnęły bruku,

Skrzydłami cicho zamiotły podłogi,

Bezszelestnie i bez zbędnego huku,

Naprawiły człowieczy bałagan.

 

Nie mogą bez końca zamiatać,

Ludzie zajęci zbawianiem świata.

W waciakach z szuflami i miotłami.

Byłoby im bardzo nie do twarzy

 

Zostawiają śmieci perskim dywanom,

Z uśmiechem na twarzy wesołym,

Nic nie wiedząc o fundacji

Założonej przez upadłe anioły.

***

Zdjęłam nareszcie białawy fartuch,

Wraz z wersją życia przydeptaną,

Tak! Nikogo do mnie nie zapisano.

W ciemności oczy jarzą mi zielone

Czy wiecie starzy druhowie, że

Nic w życiu nie jest przesądzone!

***

Pamięć

Zawsze pamiętają o cudzym powołaniu,

O własnych tabletkach niekoniecznie.

To jasne, że będą żyli długo,

A może nawet wiecznie.

No chyba, że doktor się pomyli.

Bo oni niekoniecznie.

Mają ludzi do  tego!

Żeby im służyli bez pamięci.

I nikt się z tego nie wykręci!

***

Wycieczka do Zurychu

Wiersze nie powstają w eleganckich hotelach,

Pełnych usłużnych pracowników,

Rasy innej niż biała – inaczej powiedzieć

Bym nie śmiała.

Oferujących wyuczone umiejętności,

Wszak marketing skierowany jest na gości

Kieszenie, konta i portfele.

Dziś kupujemy trele,

Jutro nabądźmy morele.

***

Być lekarzem

( śpiewamy na melodię Być kobietą, być kobietą)

być lekarzem, być lekarzem

marzyć o tym – będąc dzieckiem

być lekarzem, być lekarzem

chociaż będzie to zdradzieckie

 

być lekarzem, być lekarzem,

wciąż pomagać i dogadzać,

nawet – gdyby tobie

miało to przeszkadzać

 

w internecie i tabloidach

pokazywać się codziennie

być lekarzem  ta tęsknota

się niekiedy budzi we mnie

 

skargi zamiast biżuterii

i donosy takie duże

i codziennie i niezmiennie

bywać wciąż w prokuraturze

 

ach, lekarzem być nareszcie

a najczęściej o tym marzę

kiedy pisze śmieszne teksty

których pisać nikt nie każe

***

Wspomnienie wakacji

W Szarm-el-szejk Ziuta

Nie mogła włożyć buta

Bo została pokłuta,

Przez jednego gada

Co na dnie morskim siada.

***

Podróż metrem

nie pojedziesz w Seulu

metrem bez głowy bólu

***

Kworum

Zawrzało na forum

Kworum.

Stanowisko było blisko

Uzgodnienia

Gdy nagle tajny agent

Od niechcenia.

Podrzucił im granat

Nieporozumienia.

 

Poszła Wena do doktora…

 

Choć nie była bardzo chora,

Chciała tylko ponarzekać,

Się przebadać, podociekać,

Co się jej należy – Wenie,

Kiedy znajdzie się na scenie.

 

Z gruntu słabo jest obyta

Z pompą, blichtrem i paradą.

Trudno mówić jej ze swadą,

Wściekłe męczą ją migreny,

W okolicach każdej sceny.

 

Co ma robić biedna Wena?

Czy ma wołać pogotowie?

Czy na dyżur pobiec szybko?

Lub się spotkać z złotą rybką

I życzenia wyrzec szybko.

 

Lekarz się na nogach słania

Co mi z Weny przyjmowania?

Jakie zrobić jej badania?

Więc wiązaną rzecze mową

Wolno cedząc każde słowo.

 

Pragnę pani wyznać jeno,

Że nie łatwo z panią, Weno,

Mieć romansik lub spotkanie,

Kiedy wszystko jest nietanie.

Cnotą zaś jest oszczędzanie.

 

Wraca Wena więc do głowy,

A tam czeka temat nowy.

Czy ktoś Wenę refunduje?

Czy to w ogóle się opłaca?

Czy lekarska to jest praca?

 

I wyznała Wena  z  mocą,

Lekarzowi szeptem, nocą,

Werdykt krótki, ostateczny,

Może nawet zgoła wieczny:

ŚWIATŁO FLESZY WENĘ PESZY.

 

Poszła Bzdura do doktora…

 

Choć nie była bardzo chora,

Chciała tylko ponarzekać,

Się przebadać, podociekać,

Co się jej należy – Bzdurze,

Kiedy cienko śpiewa w chórze.

 

Z gruntu słabo jest obyta

Z sensem, blichtrem i ogładą.

Trudno mówić jej ze swadą,

Wściekłe męczą ją migreny,

W okolicach każdej sceny.

 

Co ma robić biedna Bzdura?

Czy ma wołać pogotowie?

Czy na dyżur pobiec szybko?

Lub się spotkać z złotą rybką

I życzenia wyrzec szybko.

 

Lekarz się na nogach słania

Co mi z Bzdury przyjmowania?

Jakie zrobić jej badania?

Więc wiązaną rzecze mową

Wolno cedząc każde słowo.

 

Pragnę pani wyznać jeno,

Że nie łatwo  panią Bzduro,

Jest porównać z każdą górą,

Bowiem z zestawieniu z Weną

Winna pani być pod sceną.

 

Wraca Bzdura więc do głowy,

A tam czeka temat nowy.

Czy ktoś Bzdurę refunduje?

Czy to w ogóle się opłaca?

Czy lekarska to jest praca?

 

Wyznał lekarz Bzdurze  z  mocą,

Potajemnie, szeptem, nocą,

Werdykt krótki, ostateczny,

Może nawet zgoła wieczny:

ŚWIATŁO FLESZY BZDURĘ CIESZY ; )

 

 

Wiersze dla Dziatwy

A –  to pierwsza jest z literek

nikt nie skoczy jej przed szereg.

 

***

B–  wypina ładne brzuszki,

wiedzą o tym już kaczuszki

 

***

C  – cytrynki przypomina

że się kwaśna robi mina.

 

***

D – domowe ma znaczenie,

wiedzą o tym wszystkie lenie.

 

***

E – jak Ewa każdy powie,

nie jest ważne co ma w głowie.

 

***

F – fantazją trochę trąci

i w literkach wszystko mąci.

 

***

G to zawijas trochę trudny,

ale przez to nie jest nudny.

 

***

H  to z Henia inicjału

nauczymy się pomału.

 

***

I się przez to w głowie mąci.

chyba że się nikt nie wtrąci

 

***

J – też łatwo rozpoznamy

by pochwałę dostać Mamy

 

***

K konkretną jest literą

żadna babcia nie jest sknerą

 

***

L lubimy wszyscy za to

że przypomnieć może lato.

 

***

Ł to łatwa jest litera

zawijasy też zawiera.

 

***

M jest zawsze w słowie mama

wszystko Helcia robi sama.

 

***

N naprawdę ma trzy kreski

wiedza o tym nawet pieski.

 

***

O otwiera się szeroko

jak wyspane dobrze oko.

 

***

P pomału przypomina

kogoś komu zrzedła mina.

 

***

R to  trudna jest litera

bardzo język poniewiera.

 

***

S dla śmiechu całkiem łatwa

wie już o tym szkolna dziatwa.

 

***

T już nie wiem jak zrymować

trzeba będzie kombinować.

 

***

U jak uszy odmrożone

bo bez czapki wychłodzone.

 

***

W to koniec jest już bliski

trzeba zajrzeć więc do miski.

 

***

X – równania znaki to znany

bywa czasem zapomniany.

Y lubi zgrywać Greka

A tu szybko czas ucieka.

Z zwiastuje koniec szybki

Moje śliczne złote rybki!

 

Dziewczynka z zapinką

Dziewczynka z zapinką

jest śliczną kruszynką

Dla Babci i Dziadka

To przefajna gratka

Na skype’ie złapać

Tego niejadka ; )